Przeczytałam kilka dni temu ciekawy artykuł na portalu gazeta.pl – Wykładowca: Ksero studia, ksero studenci. Przeczytałam tam coś co potwierdziło moje przypuszczenia dotyczące motywacji licealistów podejmujących w ostatnich latach decyzje dotyczące kierunku studiów. Według autorki dr Antoniny Sebesta głównymi kryteriami jest dla nich łatwość dostanie się na studia (studentowi stosunkowo łatwiej znaleźć pracę), ich cena a także łatwość ich ukończenia i perspektywy znalezienia po nich pracy.
Pamiętam swoje rozważania dotyczące wyboru kierunku studiów – wtedy także byłam pod silną presją wyboru takiego kierunku, po którym szybko znajdę dobrą pracę. W czasach szalejącego bezrobocia pewien wykładowca filozofii powtarzał swoim studentom, że są w tej szczęśliwej sytuacji, że mogą studiować to, co ich pasjonuje bo i tak po żadnych studiach nie znajdą pracy. Inny znajomy opowiadał mi natomiast, że wybierając kierunek studiów (ponieważ jego wymarzonej anglistyki w czasach realnego socjalizmu studiować nie mógł) kierował się zestawem przedmiotów, w których czuł się mocny – padło na medycynę
Wśród moich znajomych roi się od ludzi, którzy chcieli studiować coś zupełnie innego lecz z różnych powodów wybrali inaczej. Części z nich udało się “skręcić” w stronę swoich marzeń i robić coś bardziej w swoim stylu. Część męczy się do dzisiaj w zawodzie, który zupełnie ich nie pasjonuje a codzienne wyjście do pracy napawa ich nieodmiennie zgrozą.
Zastanawiam się jak można ten problem rozwiązać. Czy mądre doradztwo skierowane do absolwentów poprawiło by jakość podejmowanych decyzji czy też pragmatyzm i tak grałby główne skrzypce. Wydaje mi się jednak, że lepsza znajomość choćby tylko swoich mocnych i słabych stron (nie mówiąc już o celach życiowych, których ludzie są coraz mniej świadomi) zdecydowanie poprawiłaby trafność decyzji, a aspekty ekonomiczne pozostałyby ważnymi, ale nie decydującymi czynnikami decyzji o wyborze zawodu.
